Zielona strzałka w Wysokich Obrotach GW - stanowisko Partnerstwa

Data publikacji: 11.01.2008r.

Utrzymanie bądź zniesienie zielonej strzałki pod czerwonym światłem na sygnalizatorze - ta sprawa rozbudza wiele emocji. Dołączając się do dyskusji na ten temat, Partnerstwo dla Bezpieczeństwa Drogowego wydało stanowisko w tej sprawie, które ukazało się na łamach Wysokich Obrotów Gazety Wyborczej w dniu 10.01.2008.

Szanowny Panie Redaktorze,
chyba nie "w pędzie naśladowania unijnych wzorców", a w ramach cywilizowania krwawej bitwy na polskich drogach (między kierowcami pojazdów, miedzy pieszymi i kierowcami, miedzy rowerzystami a kierowcami etc. etc.) powstał projekt likwidacji zielonej strzałki w miastach.


Dla przypomnienia: 40% ofiar śmiertelnych w Polsce to piesi, fachowo nazywani niestrzeżonymi uczestnikami ruchu. Niestrzeżonymi kabiną pojazdu, airbagami i wszystkimi "safety futures" nowoczesnych pojazdów. Zwróćmy uwagę, ze piesi są pełnoprawnymi UCZESTNIKAMI ruchu w mieście, a nie przeszkodą, którą trzeba ominąć z piskiem opon. Było ostatnio kilka bardzo spektakularnych wypadków na przejściach dla pieszych, a w Warszawie najwięcej pieszych ginie właśnie na pasach! Dlatego rok 2008 został ogłoszony przez Miasto Stołeczne Warszawa wspólnie ze stołeczną policją  jako Rok Bezpieczeństwa Pieszych.

Dlatego absolutnie słuszny jest kwestionowany przez Pana nakaz zwalniania, a nawet zatrzymywania się przed przejściem dla pieszych. Bo są one oazą w wielkomiejskiej dżungli zdominowanej przez samochody. Kierowca musi być świadomy, że na zebrze to pieszy ma bezwzględne pierwszeństwo. Warto się przy tym zastanowić, dlaczego oddaliśmy miasta samochodom? Dla kogo w pierwszym rzędzie jest miasto? Pytanie z pozoru naiwne, ale Pańscy skandynawscy korespondenci słusznie zauważyli, ze Sztokholm, Kopenhaga czy Helsinki to miejsca DO ŻYCIA, a nie głownie do przemieszczania się. Dla ludzi, a nie dla samochodów.  


Pan Podinspektor Burdak twierdzi, ze jest przeciw likwidacji strzałki. Zgoda, ale tylko wtedy, gdy kierowcy nauczą się, że strzałka uprawnia do skrętu w prawo, jeśli na pasach NIE MA PIESZYCH lub też nie widać pieszych zbliżających się do zebry. Praktyka natomiast jest taka, ze kierowcy traktują strzałkę jako pozwolenie na skręt i to piesi z trudem przemykają się między autami. Jest wprawdzie trochę szybciej, ale nie obywa się bez ofiar. Przywykliśmy je traktować jako pozycje w  policyjnej statystyce. Jak słusznie powiedział kiedyś prof. Czapkiński, Polacy potrafią cudownie budować i czcić wspólnotę zmarłych (w wojnach, bitwach, powstaniach), ale nie potrafią budować wspólnoty żywych.


Partnerstwo dla Bezpieczeństwa Drogowego jest zdania, że wszelkie zmiany regulacji dot. zielonej strzałki muszą być poprzedzenie szeroką kampania społeczna przypominającej użytkownikom ruchu zasady prawidłowego zachowania się na pasach w sytuacjach dyktowanych sygnalizacją świetlną, ze szczególnym uwzględnieniem ostrożności w interpretowaniu sygnalizatorów dopuszczających skręcanie w kierunku wskazanym strzałką w obszarach miejskich. Mamy nadzieję, że Wysokie Obroty wesprą taką akcję.


W przeciwnym wypadku każdy z nas - bo przecież czasem jesteśmy w roli pieszych na pasach - może być pozycją w statystyce.


Z wyrazami sympatii dla Wysokich Obrotów za podejmowanie tematu bezpieczeństwa drogowego  


dr Ewa Łabno-Falęcka
Prezes Partnerstwa dla Bezpieczeństwa Drogowego